Oj oj i już pierwsze postanowienie noworoczne (takie wewnętrzne, nie wypowiedziane) trafił szlag.
Miałam częściej publikować posty.
Byłam na urlopie tygodniowym, ale wyjechałam do rodzinnego miasta.
Przyjechałam, poszłam do pracy i myślałam jak by tu ponownie grafik zapełnić,
tym razem kreatywnym działaniem.
Wczoraj testowałam maszynę.
Na początek, coś bardzo prostego, bez kombinacji,
żeby wypróbować koordynację ruchów.
Guzik włącz, wstecz, opuść igłę, podnieś, szybciej, wolniej, zakończ ścieg, stopka góra dół, wyłącz.
To wszystko bez użycia nogi, która niecierpliwie szukała pedału...
Muszę się przyzwyczaić...
Tak więc pierwsze moje spostrzeżenie: szycie na elektronicznej maszynie wcale nie jest takie łatwe...
Miałam okazję również wypróbować moje nowe nożyce Fiskars.
Tną jak żyleta.
W całym tym zamieszaniu powstała torebka śniadaniowa.
Miłe dla oka gwiazdki i różowe dodatki z pewnością umilą lunch w pracy.
A Wy w czym nosicie swój lunch? Pakujecie jakoś szczególnie?
Pozdrawiam!!







